...
O, kur...
Będzie polska wersja "Szału ciał" na MTV...
...
Nieważne.
Masakra jest ostatnio w pracy! Nie wiem, jak to się dzieje, ale czuję, że obowiązki mnie przytłaczają i - co gorsza - zaczynam się poddawać. Odkładam rzeczy na później. Czasem coś oleję.
Lubię tę pracę, ale powoli zaczyna mnie... nie wiem, czy nudzić, czy może: demotywuje mnie to, że wg innych nic nie robię. Każdy przychodzi i tylko jego / jej problem jest najważniejszy. Pilnuj tego, myśl za tamtego, przewiduj za jeszcze innego. I wciąż brak czasu.
No ale nic. Trzeba zacisnąć zęby i działać dalej. Może niedługo jakaś podwyżka będzie?
Poza tym wszystko OK. Na dole notki - taki mam pierścionek (Takajedna chciała widzieć, to niech ma ;)). Mój jest kochany... zresztą - co będę pisać. Po prostu jest git i tyle.
Wczoraj byliśmy na basenie. Pływam już znacznie lepiej, niż na początku. Jeszcze do niedawna 6 długości to był mój rekord - i miałam dość. A teraz prawie na równi z Moim :) Tylko te skurcze w nodze mnie denerwują :/ Co jest dobre, aby im zapobiegać?
Cóż jeszcze... A - byliśmy na "Incepcji" - zajebisty film! Szczególnie przykuł moją uwagę jeden z aktorów - Joseph Gordon-Levitt. Jako nastolatek zaczynał w sit-comie "Trzecia planeta od słońca" (to był pojechany serial!). A teraz - no no, wyrosło się chłopakowi :) Nieco podobny do Heatha Ledgera. No i cały czas łaził w gajerku (muszę przyznać, że kręci mnie taki styl - dobrze skrojony garnitur, porządek na głowie - mniam :) grrrr :)). Ale abstrahując od wyglądu aktorów i aktorek - film mocny. Jego twórcy nie mogą narzekać na brak wyobraźni. Mnie absolutnie wbiło w fotel. Nie było jakichś drastycznych scen, nie było dłużyzn. Dla mnie - bomba.
I ostatnia rzecz - słyszałam nawet fajną piosenkę zespołu The Muse. Oto ona:
Neutron Star Collision
Tyle, że wkurza mnie ten cały Pattinson ze swoim dziwnym obliczem i wyglądem przećpanego żula. No i ten drugi o też nie lepszej prezencji (patrz niżej). W ogóle cały ten "Zmierzch"... a, już kiedyś się chyba wypowiadałam na jego temat, więcej pisać nie będę. W każdym razie etap TAKICH filmów mam już za sobą.
No i jestem przekorna - nie rzucę się na coś tylko dlatego, że to jest modne i że rzuca się na to pozostałe 95 % populacji.
I tyle.
Notka długa, ale ostatnio coś nie miałam weny i nie wiem, kiedy przyjdzie znowu.
Teraz już spuściłam się do końca, zapinam rozporek i idę dalej, ku innym czynnościom :P
Hasta la vista.
Będzie polska wersja "Szału ciał" na MTV...
...
Nieważne.
Masakra jest ostatnio w pracy! Nie wiem, jak to się dzieje, ale czuję, że obowiązki mnie przytłaczają i - co gorsza - zaczynam się poddawać. Odkładam rzeczy na później. Czasem coś oleję.
Lubię tę pracę, ale powoli zaczyna mnie... nie wiem, czy nudzić, czy może: demotywuje mnie to, że wg innych nic nie robię. Każdy przychodzi i tylko jego / jej problem jest najważniejszy. Pilnuj tego, myśl za tamtego, przewiduj za jeszcze innego. I wciąż brak czasu.
No ale nic. Trzeba zacisnąć zęby i działać dalej. Może niedługo jakaś podwyżka będzie?
Poza tym wszystko OK. Na dole notki - taki mam pierścionek (Takajedna chciała widzieć, to niech ma ;)). Mój jest kochany... zresztą - co będę pisać. Po prostu jest git i tyle.
Wczoraj byliśmy na basenie. Pływam już znacznie lepiej, niż na początku. Jeszcze do niedawna 6 długości to był mój rekord - i miałam dość. A teraz prawie na równi z Moim :) Tylko te skurcze w nodze mnie denerwują :/ Co jest dobre, aby im zapobiegać?
Cóż jeszcze... A - byliśmy na "Incepcji" - zajebisty film! Szczególnie przykuł moją uwagę jeden z aktorów - Joseph Gordon-Levitt. Jako nastolatek zaczynał w sit-comie "Trzecia planeta od słońca" (to był pojechany serial!). A teraz - no no, wyrosło się chłopakowi :) Nieco podobny do Heatha Ledgera. No i cały czas łaził w gajerku (muszę przyznać, że kręci mnie taki styl - dobrze skrojony garnitur, porządek na głowie - mniam :) grrrr :)). Ale abstrahując od wyglądu aktorów i aktorek - film mocny. Jego twórcy nie mogą narzekać na brak wyobraźni. Mnie absolutnie wbiło w fotel. Nie było jakichś drastycznych scen, nie było dłużyzn. Dla mnie - bomba.
I ostatnia rzecz - słyszałam nawet fajną piosenkę zespołu The Muse. Oto ona:
Neutron Star Collision
Tyle, że wkurza mnie ten cały Pattinson ze swoim dziwnym obliczem i wyglądem przećpanego żula. No i ten drugi o też nie lepszej prezencji (patrz niżej). W ogóle cały ten "Zmierzch"... a, już kiedyś się chyba wypowiadałam na jego temat, więcej pisać nie będę. W każdym razie etap TAKICH filmów mam już za sobą.
No i jestem przekorna - nie rzucę się na coś tylko dlatego, że to jest modne i że rzuca się na to pozostałe 95 % populacji.
I tyle.
Notka długa, ale ostatnio coś nie miałam weny i nie wiem, kiedy przyjdzie znowu.
Teraz już spuściłam się do końca, zapinam rozporek i idę dalej, ku innym czynnościom :P
Hasta la vista.
Tagi:
nie będę tagować
26.08.2010 o godz. 18:42
28.08.2010, 23:12
Obsesja napisał(a):
Myślisz, że aż tyle jest fanatyków Zmierzchu? Boże, nie! A Pattinson już mnie nie wkurza - po prostu unikam neswów o nim i nie mam znim żadnego 'kontaktu'
26.08.2010, 19:40
moniczka napisał(a):
tak samo myślę o Pattinsonie :) Wiecznie przećpany i w dodatku ma jakieś takie dzikie spojrzenie...




co do zmierzchu, się nie wypowiadam, bo zdaje sobie sprawę :)